
Mleko
Do zakładu trafia pełne mleko krowie. Nie standaryzujemy go i nie przetwarzamy dodatkowo, żeby wyrównać parametry. Właśnie stąd bierze się różnica między jedną partią sera a drugą.

Od mleka w kotle do kręgu na regale w dojrzewalni. Osiem etapów, w większości wykonywanych rękami.

Do zakładu trafia pełne mleko krowie. Nie standaryzujemy go i nie przetwarzamy dodatkowo, żeby wyrównać parametry. Właśnie stąd bierze się różnica między jedną partią sera a drugą.

Mleko pasteryzujemy objętościowo, w niskiej temperaturze i przez długi czas. Chodzi o to, żeby zabezpieczyć surowiec, ale nie zmienić jego struktury.

Do mleka wprowadzamy szczepionki czystych kultur bakterii mezofilnych oraz pleśń typu Roqueforti. Potem dodajemy enzym podpuszczki, który ścina mleko.

Gotowy skrzep przelewamy z kotła do wanny wyłożonej płótnem. Serwatka odcieka grawitacyjnie. Ten etap wykonujemy ręcznie, bez pras i bez pośpiechu.

Ziarno serowe przekładamy do form w kształcie walca. Kręgi odciekają na stołach i są kilkakrotnie przewracane, żeby równomiernie się osadziły.

Kręgi solimy, co reguluje pracę pleśni i wpływa na smak dojrzałego sera.

Sery trafiają na regały do dojrzewalni. Tam, w stałej temperaturze i wilgotności, pleśń przerasta miąższ, a białko dojrzewa. Kręgi trzeba regularnie przekładać i kontrolować.

Dojrzały krąg pakujemy w folię aluminiową, etykietujemy i układamy w kartonie. Stąd jedzie do odbiorcy w warunkach chłodniczych.
Cały cykl jest powtarzalny w krokach, ale nie w efekcie. Przy takiej technologii i takim surowcu każda partia wychodzi trochę inna. Dlatego nie obiecujemy, że ser z każdej dostawy będzie identyczny. Obiecujemy, że za każdym razem powstanie tak samo.
Jesteśmy małym zakładem i telefon odbieramy osobiście. Odpowiadamy zwykle w ciągu jednego dnia roboczego.